Ocena pracowników samorządowych – tak jakby… nie istnieje

Gdy podjąłem decyzję o założeniu tego bloga, postanowiłem jednocześnie, że nie będę się babrał w bagnie polityki. Oczywiście, jak większość z Was, posiadam jakieś polityczne poglądy, i mam na polskiej i światowej scenie polityczne różne swoje sympatie i antypatie, których jednak nie chcę tutaj ujawniać, bowiem bliska jest mi etyka dziennikarska (a bloger to przecież po trosze taki samozwańczy dziennikarz – publicysta), w związku z czym przywłaszczyłem sobie zasadę, że dobry dziennikarz w każdej sytuacji powinien zachować neutralność lub przynajmniej powinien skutecznie ją pozorować. Dzisiaj jednak odejdę trochę od tej zasady, ponieważ zainteresowała mnie ostatni sprawa dotycząca tego, w jaki sposób i przez kogo dokonywana jest ocena pracowników samorządowych. Do zajęcia stanowiska w tej sprawie skłoniły mnie media. Ilekroć ostatnimi czasy czytałem jakiś dziennik, bądź śledziłem wydarzenia za pośrednictwem telewizyjnych serwisów informacyjnych, za każdym razem okazywało się, że znowu „nawywijał” jakiś samorządowiec. A to burmistrz jechał po pijaku, a to radny zdefraudował pieniądze, a to znowu wójt dał się skorumpować… Na podstawie tych szczątków informacji zbudowałem sobie niezbyt dobry wizerunek struktur władzy na poziomie lokalnym i moja osobista ocena pracowników samorządowych nijak nie może być korzystna.

Ocena pracowników samorządowych – pora to uregulować!

Ale przecież to nie ja jestem od oceniania. Moim zdaniem ocena pracowników samorządowych powinna być przeprowadzona w sposób zinstytucjonalizowany, czyli celem dokonywania tej oceny powinno powołać się do życia jakiś organ kontrolny, coś takiego jak NIK (Najwyższa Izba Kontroli), tyle, że na poziomie lokalnym.